Jestem głodnym grubasem. To…

Jestem głodnym grubasem.

To jest ciekawe samo w sobie, że ważę koło 120kg, więc ludzie patrzą na mnie jak na obżartusa-grubasa, a ja w sumie nie jem zbyt dużo. Tak naprawdę, to obecną formę zawdzięczam temu, że mało się ruszam. Moja praca to głównie siedzenie i klepanie w klawiaturę. Zaczęło się tak naprawdę od drugiego najgorszego momentu w moim życiu (zaraz po wywaleniu mnie z domu przez matkę, ze szramą na plecach, którą zostawił bat mojego dziadka, ale byłem przyzwyczajony, matka biła kablem) w wieku ok. 13 lat. Jak miałem jakieś 22-23 lata, rozleciał mi się poważny, długi związek, w którym – teraz już wiem – byłem traktowany jak śmieć i sam siebie dawałem tak traktować. Do różnych rzeczy tam dochodziło, byłem bity (jak kobieta bije, to zawsze wszystko ok. Jak mnie kopała w brzuch, to ludzie na ulicy się tylko śmiali), psychicznie tłamszony, miałem nóż miałem przyłożony do szyi, takie rzeczy. Trwało to 3 lata, zakończyło się tym, że zostałem zdradzony.

2 następne lata – lata, kiedy powinienem się rozwijać – przesiedziałem w domu. Dosłownie. W domu. Nie ruszałem się nawet do sklepu. Miałem dość wszystkich, ludzi i siebie. Jedzenie przywozili mi dziadkowie – więc nic nie musiałem robić. Za mieszkanie też mi płacili. I tak sobie żyłem, w ogóle nie zwracając na nic uwagi. Chlejąc, ćpając, ruchając – na powodzenie nie narzekałem ani kiedy byłem chudy, ani kiedy zacząłem być gruby. Pękła mi skóra na brzuchu – mam tam 9 długich, szerokich, czerwonych rozstępów, których cholernie się wstydzę i nie potrafię iść na basen przez to. Przypaliłem się w paru miejscach papierosem. Mieszkałem z przyjecielem, ale on chyba nie wiedział co zrobić – to ja jego uratowałem, bo i jego rodzice z domu wywalili. Na niego moi dziadkowie też płacili. Spłacił wszystko po tym, jak po 10 latach przyjaźni (akiej mocnej, męskiej), znalazł wreszcie kobietę i przestał być moim kumplem.

Zacząłem wychodzić w wieku 25 lat, ale byłem już trochę innym człowiekiem. Najgorsze było to, że ja wcale nie uważałem, że coś jest nie tak – bo dużo się działo. Pisałem, tworzyłem, wydawali mnie. Ba, nawet udało mi się w zeszłym roku wydać książkę. Ba, robię przecież gry, zastartowałem firmę – w zeszłym roku również. W końcu znalazłem naprawdę wspaniałą #rozowypasek . Zawsze coś się działo. Nigdy nie było „totalnie źle”, albo nigdy tego nie potrafiłem zobaczyć – zawsze widziałem we wszystkim dobre strony.

Ale w sumie nie skończyłem studiów. Ale mój stan fizyczny dalej woła o pomstę do nieba. Biegać nie mogę, bo w czasie (kolejny z sukcesów) rejsu statkiem, który zbudowaliśmy i zwodowaliśmy ze znajomymi, skręciłem kolano. Pływać – wskazane. Zawsze byłem zresztą dobry w pływaniu. Ale mam wielki problem z przełamaniem się z uwagi na te czerwone pręgi na moim brzuchu.

Wracając do początku mojego wywodu – nigdy nie jadłem dużo. Specjalnie podliczałem sobie ostatnie dwa tygodnie kalorie. W dobrych dniach jadałem około 2 000 kalorii. Czasami zdarzały się wyskoki – kebab, pizza. Po prostu mało się ruszałem. A teraz – jak pisałem w tym wpisie: https://www.wykop.pl/wpis/32138983/ech-mirki-nie-wiem-co-robic-czuje-sie-dzisiaj-tota/ – finansowo jest źle.

Od jakiegoś czasu jem jeden posiłek na dwa dni. Albo jeden dziennie. Dziś na przykład zjadłem kuskus i wiem, że to jest jedyne, co zjem do jutra.

A wyglądam, jakbym się w życiu tylko obżerał – chociaż większość mojego życia to był zawsze jakiś sport. Ju-jitsu. Tenis. Pływanie. Chodzenie po górach. Żeglarstwo. Widzę przynajmniej dwa plusy idące z tego:
– Po pierwsze schudnę ( ͡° ͜ʖ ͡°) – ale potem pewnie zgrubnę dzięki jo-jo.
– Po drugie, nie wyglądam na 120 kg. Najwyżej na trochę ponad 100. Jest bebech, ale nie ma ulaństwa. To plus sportowej przeszłości przynajmniej 🙂

No i w sumie tyle z żalenia się. Wracam udawać, że pracuję, może odwróci się los. Bo jeśli nie – ile kobieta ze mną wytrzyma, z takim biedakiem? Nie jest materialistką, ale wiadomo, jakie jest życie.

A czemu nie piszę na #anonimowemirkowyznania ?
W sumie – po co? To moje życie, nie wstydzę się go. Mimo wszystko, gdybym dzisiaj miał umierać (chociaż cholerne boję się śmierci, nie akceptuję jej), to umierałbym szczęśliwy z tego, ile swoich marzeń udało mi się osiągnąć. W zasadzie… wszystkie najważniejsze, poza podróżą na Marsa ( ͡° ͜ʖ ͡°)
To konto nie jest anonimowe – każdy może mnie wystalkować w Internetach.

Trochę #przegryw trochę #wygryw trochę #zwiazki a bardzo #bieda #pieniadze i #problemypierwszegoswiata